Prawo autorskie, a memy, czyli o wpadce Hipsterskiego Maoizmu

Hipsterski Maoizm chce, by jego (jej) memy nie były anonimowe, lecz by podpisywano je pseudonimem autora, czyli Hipsterskiego Maoizmu. Problem w tym, że korzystając z cudzych zdjęć, sam (sama) tego nie robi. Witamy w świecie memów, gdzie Prawo Autorskie nie obowiązuje.

Memy po prostu rozsadzają Prawo Autorskie od środka. Są przykładem rzeczywistego funkcjonowania Kultury 2.0, świadomego uczestnictwa nacji zwanej Internautami w życiu społecznym, politycznym i obyczajowym.



To remiks w czystej postacji komentujący rzeczywistość trafnie, a przede wszystkim szybko - wystarczy przecież rzut oka, by uśmiechnąć się pod nosem, wypić następną kawę i ruszyć do dalszego wypełniania kolumn w Rocznym Kwestionariuszu Celów Osobistych, które zamierzacie osiągnąć dzięki wspaniałomyślnej Matce - Korporacji.

Problem polega jednak na tym, że memy w sposób wręcz masowy łamią Prawo Autorskie, a ich autorzy zachowują się tak, jakby w ogóle nie wiedzieli, że ktoś kiedyś ustanowił taką ustawę, w której regulowane są kwestie praw i obowiązków twórcy.

Wczoraj, jeden z moich ulubionych profili memowych na FB, czyli Hipsterski Maoizm wrzucił taką oto notkę.



Hmm, no właśnie. Poza tym, że wszyscy mówią o Prawie Autorskim, jego reformie, naprawie, bądź też zaostrzeniu celem skutecznej egzekucji przepisów w nim zawartych, w zasadzie nikt go nie przestrzega.

Jednym z fundamentalnych praw twórcy jest prawo do oznaczenia Utworu własnym imieniem, nazwiskiem, czy pseudonimem. Wystarczy przeczytać art, 16. Ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (dla zainteresowanych podaję Dz. U. 1994 Nr 24 poz. 83).

"Jeżeli ustawa nie stanowi inaczej, autorskie prawa osobiste chronią nieograniczoną w czasie i niepodlegającą zrzeczeniu się lub zbyciu więź twórcy z utworem".

Jeszcze raz to podkreślę - autorskie prawa osobiste są niezbywalne i wieczne, a prawidłowe oznaczanie autorstwa dzieła (np zdjęcia) jest podstawowym obowiązkiem korzystającego z tego dzieła, w każdej sytuacji - niezależnie od tego, czy urodził się on 700 lat temu (tu oklaski dla Sztucznych Fiołków), czy ma lat 25 i jest wziętym fotografem.

Cóż przepis sobie, a życie sobie. O problemie pisałem przy okazji samplingu - o ewidentnie zapożyczonych, wyróżniających się, oraz indetyfikowalnych samplach nie informował ostatnio m.in. Junior Stress, czy Pono (ale to przecież problem powszechny w nowych gatunkach muzycznych).

Wracając do Hipsterskiego Maoizmu (występuje tu jako przykład) problem jest dość istotny, bo oprócz braku oznaczenia twórcy dzieła pierwotnego (co jest w świecie memów powszechne) trzeba pamięać o kilku innych zasadach.

1. Wykorzystując czyjeś dzieło (zdjęcie) w celu jego rozpowszechniania - musisz posiadać zgodę twórcy/podmiotu pierwotnego.
2. Wykorzystując czyjeś dzieło (zdjęcie), w celu stworzenia tzw. mema, czyli na gruncie przepisów Pr. Autorskiego - utworu zależnego, by go rozpowszechniać, również musisz posiadać zgodę twórcy/podmiotu pierwotnego.

Jeżeli nie spełniasz powyższysz założeń grozi Ci odpowiedzialność cywilna (art. 79 Pr. Aut.), oraz karna (Art. 115 Pr. Aut.). Szczególnie ten drugi artykuł brzmi groźnie (trzymajcie się krzeseł :)

Kto przywłaszcza sobie autorstwo albo wprowadza w błąd co do autorstwa całości lub części cudzego utworu albo artystycznego wykonania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3.

Sytuacja jest o tyle groteskowa, że Hipster Mao chcąc, by w tym przypadku dziennik.pl, informował, kto jest autorem zamieszczonego na stronie gazety mema (odezwa na Fanpage`u była skierowana właśnie wobec tego portalu), miał 100 procent racji. Utwór zależny (jakim jest mem) podlega takie samej ochronie prawno autorskiej, jak utwór pierwotny.

Oznaczenie zapożyczonego mema: "Fot. Internet" jest śmieszne i dowodzi braku podstawowych zasad Pr. Aut. przytaczanych powyżej. Co zresztą, jak widać na załączonych przykładach chyba już nikogo nie dziwi.

Osobiście natomiast wyciągam z powyższego następujący wniosek. Prawo Autorskie, chyba jak żadna inna ustawa jest odklejone od rzeczywistości, mniej więcej tak, jak Antoni Macierewicz. Byłoby pięknie dożyć czasów, w których ustawa rozróżniałaby wykorzystywanie dzieł do działalności komercyjnej (przy zachowaniu obecnych zasad monopolu autorskiego), jak i niekomercyjnej (przy rozluźnieniu tego monopolu), ale czy tak będzie? Czas pokaże.

Uważam jednak, że oznaczanie źródła/autora przerabianego dzieła jest obowiązkiem, nie tylko prawnym, ale wręcz etycznym każdego Artysty/Twórcy. Skoro argumentem Kultury Remiksu jest to, że remikser "odświeża" dzieło pierwotne nadając mu nowy kształ i wypuszczając ponownie w obieg, co ma być korzystne dla każdego uczestnika tej relacji - trzeba pamiętać, by odbiorca dowiedział się o wszystkich, którzy mieli swój wkład w to dzieło. W przeciwnym razie korzyści stają się wybitnie jednostronne.
Trwa ładowanie komentarzy...