O autorze
Michał Kowalski – rocznik 1975, dziecko dwóch systemów, niegdyś dziennikarz śledczy. Z sukcesami. Od zawsze muzyk - lider i założyciel składu – Wszystkich Wschodów Słońca. Obecnie z Magdalena Pasierską tworzy skład producencki Herbata. Od trzech lat we Wrocławiu. Prawnik, fotograf, w chaosie rzeczywistości ma jeszcze kilka innych sposobów na życie. Prowadzi stronę www.muzykaiprawo.pl.

Kiedyś pisałem tu o prawie autorskim. Teraz piszę o wszystkim. Takie czasy.

Michael Jackson wystąpił wczoraj podczas Billboard Music Awards. To nie żart

"Król Popu" nie pojawił się na scenie jako żywy człowiek, bo przecież umarł pięć lat temu, ale hologram wyglądał świetnie. Pytanie o etykę tego biznesu jest już chyba nie na miejscu.

Trauma po śmierci Jacksona trwa w najlepsze. Ameryka nie może pogodzić się z tym, że "Król" odszedł pięć lat temu i już nigdy nie wróci. W morzu teorii spiskowych na temat okoliczności odejścia, oraz dziwnych procesów (np. ten we Francji, kiedy to fanom MJ przyznano odszkodowanie za cierpienia psychiczne spowodowane śmiercią Michaela) pewne jest, że prawdopodobnie na ziemi już nigdy nie pojawi się człowiek, którego śmierć spowoduje blokadę wujka Googla. I być może z tym nie może pogodzić się show biznes.



1 kwietnia świat ujrzała "nowa" płyta MJ pod nazwą "Xscape" zawierająca niepublikowane numery gwiazdy, które na warsztat wzięły gwiazdy produkcji m.in. Timbaland, StarGate, czy L.A. Reid. Po kilku godzinach płyta weszła do pierwszej dziesiątki, a w zasadzie pierwszych dziesiątek to sprzedaży w trzydziestu krajach na świecie. Niezłe osiągnięcie, jak na artystę, którego już nie ma.

MJ ma talent do rozbudzania masowej wyobraźni. Kilka tygodni temu w Wielkiej Brytanii podczas podpisywania "Xscape" przez sobowtóra Michaela Jacksona (!!!), 14 - letnia Reeva Saava wykonała zdjęcie, na której dostrzeżono ducha artysty.



Czy ktoś chce czy, nie, ikona wciąż żyje w pamięci fanów. Nic dziwnego więc, że show biznes stara się z tego wycisnąć każdego możliwego centa. W przypadku "występu" na Billboard Music Awards, MJ wykonał oczywiście piosenkę z ostatniej swojej płyty, o ile w ogóle można operować takimi pojęciami, bo przecież MJ nie żyje.



(Niestety link na YouTube został już zablokowany, ale na szczęście jest nieocenione "The Verge")

Ktoś powie - to nic nowego. Na scenie pojawiały się już przecież hologramy Freddiego Mercurego, czy Tupaca. Niemniej jednak dwa ostatnie występy były okazyjnymi niespodziankami. Teraz zatrudniono hologram w ramach regularnej, świadomie zaplanowanej kampanii marektingowej sprzedaży konkretnej płyty.

Żyjemy w ciekawych czasach, w których koncerny sprzedające muzykę, rządzące światowym rynkiem sprzedaży poszukują wciąż nowych form dystrybucji i żródeł zarobku.

Z pewnością najbliższe lata będą należeć do "streamingu", bo według ostatnich badań, nawet rynek "downloadu" przeżywa kryzys.



Gigant Apple nie zastanawiając się zbyt długo na problemem, kupiło zatem Beats Electronic, które należało do Dr. Dre czyniąc go "pierwszym miliarderem w historii hip - hopu". Apple nie czeka na rozwój sytuacji, widząc tendencję spadku w sprzedaży przez iTunesa, szuka nowych form dystrybucji. Beats Electronic miało odpowiednią technologię, którą sprzedano za 3,2 miliardy dolarów!



Skoro Apple wchodzi w streaming, to bądźmy pewni, że za chwilę rynek czeka olbrzymi przełom. Tradycyjne nośniki możemy powoli zbierać w ramach akcji kolekcjonerskich.

Zapewne drugim przełomem - podobnym temu wyżej będą regularne trasy nieżyjących artystów.

Dawno już zapomniano w tym wszystkim o jakiejkolwiek etyce, bo przecież chodzi o twarde reguły biznesu. Zatem istotny artysta to ten, który przynosi duże pieniądze. Nie - jakieś tam pieniądze. Chodzi o duże pieniądze.

Czy zatem już za chwilę będziemy kupować bilety na koncerty zmarłych gwiazd? Całkiem prawdopodobne? Chyba raczej pewne.

Jak to się ma do sztuki? Nijak.
Trwa ładowanie komentarzy...