"Golgota Picnic" to czubek góry lodowej. Polska to kraj autocenzury

Przy okazji odwołania przedstawienia "Golgota Picnic" warto przypomnieć, jak bardzo polskie prawo jest restrykcyjne wobec artysty. Prawo, głośne procesy, które ciągną się latami wpływają na wzmocnienie najgorszego rodzaju cenzury, czyli autocenzury.

Kilka tygodni temu, jeszcze przed wybuchem sprawy "Golgota Picnic" niezwykle ciekawy raport dotyczący artystów w Polsce opublikowała Helsińska Fundacja Praw Człowieka.



Raport generalnie umknął uwadze mediów, a wnioski z płynące“Swoboda wypowiedzi w działalności artystycznej” są bardzo interesujące. Zdaniem autorów prawo w Polsce nie sprzyja wolności artystycznej

Gdy rozejrzymy się w polskim prawie, faktycznie znajdziemy sporo paragrafów, które można, i które są wykorzystywane przeciwko artystom. Do wyboru, do koloru:

- znieważenie Narodu i Państwa (art. 133 KK)
- znieważenie symboli państwowych (art. 137 KK)
- znieważenie Prezydenta RP (art. 135 KK)
- wytwarzanie i rozpowszechnianie treści pornograficznych (art. 202 KK)
- zniszczenie rzeczy (art. 288 KK)
- kradzieży własności intelektualnej (art. 115 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych)

, oraz oczywiście art. 196 Kodeksu Karnego: “Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2″.

Szczególnie ten ostatni jest kontrowersyjnym zapisem, bo przecież, gdy rozejrzymy się po Europie i na świecie to dojdziemy do wniosku, że karanie za “obrazę uczuć religijnych” obecnie funkcjonuje jedynie w 22 proc. krajach na świecie (według danych: PEW Research Center), i to głównie w krajach muzułmańskich.

Teoretycznie wolność artystom zapewnia Konstytucja RP:

art. 73 Konstytucji RP: “Każdemu zapewnia się wolność twórczości artystycznej, badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników, wolność nauczania, a także wolność korzystania z dóbr kultury”.

Pięknie napisane, ale praktyka wygląda nieco inaczej. Głośne procesy artystów np. Nergala, oskarżonego z art. 196 (ciągnie się już siedem lat!) są nagłaśniane przez media, co przekłada się na negatywnie na wolność twórczą.

Każdy artysta czytając o takim procesie (zaznaczmy jeszcze, że Nergala zapewne stać na ten proces, co niekoniecznie dotyczy wszystkich) zastanowi się nad każdym kontrowersyjnym dziełem, jakie zamierza stworzyć.

Druga rzecz, że wymowa medialna tych procesów dociera także do chyba największego mecenasa kultury w Polsce - czyli dysponentów pieniędzy publicznych.

“Do ingerencji w wolność artystyczną dochodzi jednak nie tylko na skutek spraw sądowych. Ingerencja ta może mieć również charakter „autocenzury” stosowanej przez instytucje kultury, które często, jako zależne finansowo lub organizacyjnie od władzy publicznej, unikają prezentowania sztuki, która mogłaby wzbudzić jakiekolwiek kontrowersje - czytamy w raporcie HFPC.

Czy Polska jest zatem miejscem, gdzie artysta może swobodnie realizować swoją twórczość? Chyba niekoniecznie.

Mam nadzieję, że wczorajsza deklaracja Małgorzaty Omilanowskiej, nowej ministry kultury nie będzie tylko deklaracją. Przypomnę, że łamach "GW" powiedziała:

"Najważniejsza jest autonomia twórców, prawo do wypowiedzi artystycznej, wolność słowa i prawo organizatorów do programowania działań artystycznych".

Czy pani ministra doprowadzi do wyrugowania z polskiego Kodeksu Karnego art. 196? Czekamy z niecierpliwością.
Trwa ładowanie komentarzy...