Grupa naTemat

"Mam prawo ściągać filmy"? Społeczne kampanie uproszczeń i błędów

Nie jest prawdą, że „Możesz kserować całą książkę”, „Mam prawo ściągąć filmy”, oraz „Mam prawo kopiować książki”, czy też „Mam prawo dzielić się muzyką”. Wszystkie cztery hasła podchodzą z kampanii społecznych prowadzonych przez Fundacje „Nowoczesna Polska” (trzy ostatnie), oraz Centrum Cyfrowego „Projekt Polska” (pierwsza) i wszystkie wprowadzają odbiorców w błąd. Mam nieodparte wrażenie, że wszystkie te hasła są rodzajem pewnej projekcji rzeczywistości. Ich autorzy raczej chcieliby, by tak było, nie zwracając kompletnie uwagi na to, jak jest.

Na początek słowo wyjaśnienia. Moje osobiste poglądy na temat prawa autorskiego, zapewne nie różnią się znacząco od powyższych treści. Zgadzam się z tym, że współczesne prawo autorskie absolutnie nie jest dostosowane do cyfrowej rzeczywistości. Zgadzam się również z tym, że uwolnienie zasobów kultury i wiedzy pozytywnie wpływa na rozwój cywilizacyjny. Uważam też, że pod naciskiem lobby posiadaczy praw autorskich, czyli głównych graczy na rynku praw - do których należą przede wszystkim koncerny oraz organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, niebezpiecznie przechylają interpretację już istniejących przepisów w stronę ich zaostrzenia na niekorzyść odbiorców, czyli konsumentów.

Jednakże podstawą każdej kampanii społecznej jest odpowiedzialność. Tymczasem wszystkie te hasła, przeniesione wprost w codzienne życie mogą skutkować tylko jednym – odpowiedzialnością na gruncie prawa cywilnego. Bo prawo autorskie, nie jest to takie proste, jakby chcieli autorzy tych kampanii.

Po kolei. Czy grozi nam odpowiedzialność karna za ściąganie filmów, kopiowanie książek, dzielenie się muzyką? Tak, ale tylko w jednej jedynej sytuacji, gdy czynimy to „z zamiarem rozpowszechniania” (art. 117 pr. aut.). Jednakże brak tego zamiaru nie oznacza, że jesteśmy całkowicie zwolnieni od odpowiedzialności. Bo pozostaje jeszcze olbrzymi worek pod hasłem odpowiedzialność cywilna.

Czymże jest osławiony dozwolony użytek? W skrócie to wyjątek, świadome zezwolenie ustawodawcy na wyłom w monopolu autora na jego dzieło. Ustawodawca, zresztą i słusznie, wyszedł z założenia, że monopol autorski nie jest korzystny i są sytuacje, w których należy go ograniczyć. Przykładem jest chociażby cytat (art. 29 pr. aut.), lub też dozwolony użytek prywatny (art 23. pr. aut.). Jednakże dozwolony użytek jest bardzo mocno ograniczony. Przede wszystkim ustawodawca mówi tutaj o POJEDYNCZYCH egzemplarzach utworów – większa liczba kopii egzemplarza automatycznie wyrzuca nasze działanie poza nawias dozwolonego użytku. Kolejne – dozwolony użytek zawężony jest do osób pozostających w „związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego” (art. 23. pkt 2). Stosunek towarzyski (definicja za Januszem Bartą) musi być stały, wykazujący ciągłe podtrzymywanie kontaktu przez zainteresowane strony.

J. Barta w „Prawa autorskie i prawa pokrewne. Komentarz” (wyd. 5, Warszawa 2011) pisze tak: „Zawiązanie prywatnego klubu miłośników sztuki audiowizualnej i stała wymiana między członkami tego klubu kaset z nagraniami dzieł chronionych prawem autorskim nie może być uznana za działalność w ramach stosunków towarzyskich, skoro nie wszyscy członkowie znają się i utrzymują ze sobą kontakty towarzyskie.” Niby niuans, ale jakże istotny. W obliczu tak usytuowanej definicji jasne jest, że ściąganie filmów przy pomocy sieci p2p, czy torrentów jest absolutnie niedopuszczalne. Ściąganie filmów w tym przypadku oznacza bowiem, że korzystamy z zasobów kompletnie nieznanych nam osób, czyli znowu wypadamy poza nawias dozwolonego użytku i narażamy się na odpowiedzialność cywilną. Autor, czy też posiadacz praw autorskich ma pełne prawo dochodzenia odszkodowania.

To jednak nie wszystko. Jest jeszcze jeden haczyk. W art. 35, niezwykle ważnym dla całego dozwolonego użytku czytamy, że „Dozwolony użytek nie może naruszać normalnego korzystania z utworu lub godzić w słuszne interesy twórcy”. To klauzula generalna, kierunkowskaz, busola wyznaczająca wyraźnie pole naszego działania i naszych możliwości. W jej obliczu są one raczej wąskie. W skrócie bowiem „godzić w słuszne interesy twórcy” oznacza podjąć takie działanie, które spowoduje, że twórca nie uzyska takiego dochodu, na jaki mógłby liczyć w sytuacji, gdyby ktoś nie skorzystał z dozwolonego użytku.

Powracając więc do punktu wyjścia tego tekstu. Owszem, „Możesz kserować całą książkę”. „Masz prawo ściągać filmy” oraz „Masz prawo kopiować książki” i „Masz prawo dzielić się muzyką”, jednak w ściśle określonych WYJĄTKOWYCH sytuacjach, nie noszących ram powszechności, tak jak sugerują twórcy kampanii społecznych. Bez wyraźnego określenia tychże sytuacji kampanie przypominają zatrute jabłuszko ze "Śpiącej Królewny". Niestety.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
FilmKampanie społeczneKsiążkiPrawo
Skomentuj