Użytkownik staje się więc ważnym elementem gry o wielkie pieniądze, co może tylko cieszyć. Przecież fakt, że spora większość dorosłego społeczeństwa ląduje na marginesie prawa, ściągając codziennie rzeszę filmów jest naprawdę dołujący. Chcielibyście żyć w kraju, gdzie połowa ludzi to przestępcy? Pobudka! Właśnie w takim kraju żyjecie.
Internet daje możliwość wybiórczego szukania treści, poszukiwania tego, co nas najbardziej intresuje. Nie jesteśmy przecież zdani na telewizję, gdzie nie dostaniemy nawet dokładnej informacji na temat jutrzejszej pogody. Tą - konkretną dla naszego miejsca pobytu, znajdziemy przecież w sieci. To samo dotyczy dóbr kultury. Jeżeli ktoś ma ochotę sięgnąć wieczorem do filmów o The Beatles, bo po raz kolejny w życiu przechodzi fascynację ich twórczością, to chce mieć do nich dostęp. I go znajdzie.Nawet w "Pirackiej Zatoce".
Nowe oblicze uzytkownika w końcu dostrzegł rynek muzyczny, dzięki czemu powstały takie serwisy jak Deezer, czy Spotify, o iTunes nie zapominając. Tak wiem, Spotify jest zły, bo ma dziwny model biznesowy, o czym przekonują się artyści w kwartalnych rozliczeniach. Jednak być może mamy właśnie do czynienia z narodzinami nowego, masowego, "nośnika dźwięku", którym będzie streaming - ze względu na jego wygodę, która jak wiadomo zawsze podbija serca ludzkości. Stąd też, kilka dni temu dość znany w USA twórca The Flashbulb zdecydował się zaapelować: "Panowie i Panie. Ok. Ten system nie jest do końca fajny, ale nie wylewajmy dziecka z kąpielą". W osobistych rozmowach dostrzegam, jak ludzie cenią sobie możliwość odsłuchu muzyki z legalnego źródła, jak jest dla nich ważne, by mieć świadomość, ze artysta, którego lubią miał dalej mamonę na życie.
Boli, że zmiany te wchodzą tak późno. Od momentu wytoczenia procesów Napsterowi minęło aż 14 lat! Tyle zajęło koncernom ogarnięcie nowej rzeczywistości. To naprawdę niezły wynik :) Boli też, że zmiany nie zachodzą w sposób globalny. Tu przykładem jest dostęp do "House of Cards".
Drugi sezon znakomitego serialu Netflix wypuścił /w jakości 4k, a jakże/ 14 lutego i to wszystkie odcinki od razu /m-ny abonament 7,99 dol/. W Polsce, premiera miała miejsce tydzień później, na nc+. Oferta jest skierowana tylko do abonentów stacji. Warunkiem legalnego oglądania jest wykup rocznego abonamentu. Najtańszy - 39 zł + 10 zł za dostęp do VOD. Aha, kolejne odcinki serialu wypuszczane są co tydzień.
Generalnie mogę założyć, że większość fanów serialu nie czekało na spotkanie z nc+. Warto tu wspomnieć, że "House of Cards" jest niezwykłym eksperymentem, za dość niski, jak na tego typu przedsięwzięcia budżet, stworzony na podstawie algorytmu zachowań użytkowników, a więc odpowiadający ich gustom, które o dziwo nie przypominają "The Voice of Poland". Pytanie więc, co wiedzą dostawcy treści o polskim użytkowniku, krajowej odmianie Widza 2.0?
Nie bez przesady można stwierdzić, że Netflix wyznacza zupełnie nowy kierunek. Czy dzięki temu, startujący w kwietniu kolejny sezon "Gry o Tron", przestanie być kiedyś liderem pirackich statystyk? Stanie się tak, o ile nowy kierunek stanie się standardem /chyba, że prędzej bohaterowie "Gry" zakończą nieustające dreptanie bez celu/.
